www.www.dorotamakulec.pl

Teremiski

Do mapy moich ulubionych miejsc dołączyło kolejne, Teremiski. Oczywiście miejsce znane mi już wcześniej, lubiane z racji wykonanych tam zdjęć, teraz jednak odkryte na nowo i z nowymi atrakcjami. 

Teremiski, jak mówią niektórzy, leżą w białowieskim trójmieście, Budy- Teremiski – Pogorzelce. I to właśnie tu powstaje bardzo duża część zdjęć żubrów, w tym zdjęcia najbardziej znanego w okolicy żubra, Wikinga. Nie da się ukryć, że moje najlepsze zdjęcia żubrów także powstały w tej okolicy

W tym roku postanowiłam znaleźć się jak najbliżej żubrów, ponieważ wydawało mi się, że w Teremiskach żubry są pewne. Gdy przez dwa dni nie spotkaliśmy  żadnego, musieliśmy zacząć szukać w innych miejscach. I tez nie od razu znaleźliśmy. Wracając jednak do Teremisek, wybór miejsca na kwaterę był równie ważny jak okolicy do fotografowania. W końcu na urlopie ważny jest i wypoczynek! A wypoczynek w gospodarstwie Pod Lasem był zagwarantowany. Położony na skraju wsi, tuż pod lasem zapewniał atrakcje przyrodnicze i sielską atmosferę, która bardzo mi odpowiadała. Z rozrzewnieniem będę wspominała, towarzyszący mi w nocnych spacerach zapach świeżo pieczonego chleba, smak pomidorów i ogórków prosto z krzaka, rydze codziennie dostarczane przez sympatyczną Gospodynię i smak popijanej mięty i melisy, oczywiście suszonej w domu. Na podwórku od rana słychać rudziki, z daleka niesie się głos sóweczki, a w nocy odgłosy rykowiska tuż za płotem i puszczyk fruwający nad głową. A jeszcze żeby było zabawniej, gdy mówiłam Gospodarzom o tym, że jeszcze w czasie tego pobytu nie widziałam żubra, usłyszałam, że Wiking to siedzi w ciepłe dni w zagajniku za płotem! Poszłam i Wiking był we własnej osobie, pogryzał marchew i kapustę przyniesioną przez okolicznych mieszkańców. Od czasu do czasu podnosił się i posilał trawą i pokrzywami.

Na zdjęcia jeździliśmy po najbliższej okolicy przed świtem i o zachodzie słońca, pozostały czas spędzaliśmy na miejscu, upalna pogoda i mocne słońce nie służyły fotografowaniu ale ja próbowałam, ot choćby w lesie.

Była też magiczna sesja z Wikingiem w roli głównej o poranku, najpierw przed wschodem słońca, niemal po ciemku i we mgle , a następnie we wschodzącym słońcu. Działo się!

Zrobiłam jeszcze wiele zdjęć w najbliższej okolicy dołączyły do zdjęć z poprzednich pobytów w tych miejscach . Lubię takie miejsca z klimatem, gdzie można dobrze spędzić czas o każdej porze roku. Polecam białowieskie trójmiasto smiley.

Bug

          Może to wydawać się dziwne, że tak późno dotarłam nad Bug z aparatem. Owszem przejeżdżałam wielokrotnie, nawet dawno temu podziwiałam rozlewiska ze wzgórza w Drohiczynie, ale na prawdziwe przywitanie z krainą Bugu przyszedł czas właśnie teraz. Nie rozczarowałam się to oczywiste ale, że wrócę zachwycona i oczarowana  to raczej nie spodziewałam się. Jasna sprawa, że jeśli ma się do dyspozycji zaledwie trzy dni to należy skorzystać z rad, a jeśli to możliwe z pomocy , kolegów którzy znają te okolice ,, jak własną kieszeń „ . Naszym przewodnikiem po nadbużańskich łąkach był Andrzej , gdyby nie On musielibyśmy większość  czasu którym dysponowaliśmy stracić na rozpoznanie. Kilka bocznych dróg którymi nas poprowadził pierwszego dnia wykorzystaliśmy w kolejne,  już samodzielnie  przeczesując okolicę. Najbardziej spodobała mi się droga przez łąki , wzdłuż rzeki z widokiem na Górę Zamkową, Collegium Nobilitum i katedrę.

        W tym miejscu wystarczyło robić obrót wokół własnej osi a z każdej strony widok niemal zapierał dech w piersiach smiley O poranku ze wszystkich stron dobiegają odgłosy  ptasiej krzątaniny , wiele  z obłędem w ptasim oku szuka pożywienia dla swoich wiecznie głodnych maluchów, kolejne głośnym śpiewem zaznaczają swoje terytorium a jest też spore grono miłośników wygrzewania się w porannym słońcu.  

                Postanowiłam czas spędzony nad Bugiem wykorzystać do ostatniej minuty, dlatego nawet w południe błąkałam się wzdłuż rzeki szukając przyrodniczych atrakcji. Rzeka przyciąga wiele zwierząt , nadrzeczne drzewa i krzaki dają schronienie wielu ptakom, chyba najwięcej jest gąsiorków, miałam wrażenie, że niemal na każdym krzaku siedzi gąsiorek! Stada filuternie wywijających ogonkami  pliszek, makolągwy , dudki, dzięcioły, czaple, bociany jednym słowem bogactwo!

   

                Niestety załamanie pogody przedwcześnie zakończyło nasz i tak krótki  pobyt w Serpelicach. Zanim jednak wyjechaliśmy udało mi się sfotografować derkacza. Dotychczas znany ze słyszenia tym razem ukazał się w całej swej pięknej postaci na środku polnej drogi, którą jechaliśmy aby obserwować  tęczę. Było już dosyć późno i robiło się ciemno ale na szczęście udało się! Co prawda pierwsza seria zdjęć była do wyrzucenia ponieważ nie zmieniłam ustawień  ale udało się poprawić. Planowałam o świcie ruszyć na kolejne spotkanie z derkaczem ale niestety ulewa pokrzyżowała mi plany.    

   

                Prawie zapomniałam o jeszcze jednym spotkaniu , które też wspominam z radością czyli moja pierwsza fotografia jeża. Szybko umykał na swych krótkich nóżkach ale ja zdążyłam zrobić zdjęcie, aż się zdziwiłam J Gdy teraz wspominam ten wyjazd to sama jestem zaskoczona , że tak wiele udało się zobaczyć. Do kolekcji ulubionych miejsc dołączyła Kraina Bugu, będę tam wracała.

        

 

Biebrzański ekspres

Ostatnio mam coraz mniej czasu na zdjęcia, często udaje się wygospodarować zaledwie dwa, trzy dni a to jest bardzo mało na nowe tematy. Jeździmy więc w dobrze znane miejsca, na przykład nad Biebrzę. Po przyjeździe od razu ruszyłam w teren sprawdzić  jak rzeka zmieniła się od mojego ostatniego pobytu, przed trzema miesiącami. No, cóż nie da się ukryć, że zrobiło się trochę sucho ale ptaki są. Pod tym względem moje ulubione miejsce w Olszowej Drodze jeszcze nigdy mnie nie zawiodło! I na powitanie spotkanie z pliszką cytrynową.  smiley

Poranek drugiego dnia to fantastyczny wschód słońca na mojej ulubionej, a jakże, grobli Oj działo się , zwłaszcza wtedy gdy na łąkę ruszyły koniki polskie. Stado pasło się , wokół szalały kukułki, fruwały pliszki , śpiewały trzciniaki i dziwonie. Na większości zdjęć z tego poranka dominuje kolor pomarańczowy.

W ciągu dnia ostre słońce nie sprzyjało fotografowaniu dlatego przeniosłam się do lasu licząc na to, że drzewa nieco rozproszą światło i uda się zrobić zdjęcia. Myślałam głównie o dzięciołach czarnych, które odzywały się cały czas w tej samej okolicy. Nie do końca to się udało ale poczynione tego dnia obserwacje przydały się kolejnego dnia .Z rozstawionej  we właściwym miejscu czatowni  udało się zrobić zdjęcia  dzięciołów. 

Wieczorne ognisko z fruwającym nad sama głową puszczykiem , z kotem Dżeksonem na kolanach i psem Burkiem przy nodze , zakończyło ten długi dzień . Kolejny poranek spędziliśmy na Białym Grądzie ale ze smutkiem muszę stwierdzić, że ptaków w tym miejscu było naprawdę mało. Kiedyś to miejsce tętniło ptasim życiem. Stada rybitw, bocianów , czapli ,które można oglądać na moich starych zdjęciach , to już przeszłość , susza zrobiła swoje. Nie znaczy to, że nie warto tam się wybrać. Piękne widoki, wschód i zachód słońca, czy też nocne zdjęcia dostarczą wiele emocji , mnie jednak brakuje tego ptasiego  bogactwa. Na pocieszenie zaśpiewała dla mnie rokitniczkalaugh.

Najlepiej sprawdza się jednak nad Biebrzą objazd bocznymi drogami. Dlatego z Białego Grądu ruszyliśmy w stronę Okrasina i tam na polach i przy drodze wreszcie stada ptaków tak typowych dla tych okolic. Bociany, czajki, szpaki w coraz większych stadach , spacerujące pary żurawi , młode dudki uganiające się za rodzicami. A przy drodze cieszące oko maki, chabry, rumianki…Zdjęcia robione  z samochodu czasem z podchodu. Potem dalszy objazd Wólka Piaseczna, Goniądz, Dolistowo i kolejne przydrożne spotkania z gąsiorkami, skowronkami, trznadlami, pliszkami, pokląskwami, żurawiami, od razu lepiej! 

I trzeba się pakować . Nie wiem jak to jest ale na takich wyjazdach czas płynie trzy razy szybciej .

 

Powrót do Puszczy Piskiej.

Za mną kolejny pobyt w Puszczy Piskiej. Tym razem mieliśmy trochę więcej czasu i mogliśmy cieszyć się przez prawie tydzień pięknem mazurskiej przyrody. Punktem numer jeden na mojej liście marzeń był oczywiście rybołów, zamierzałam jednak być czujną i nie stracić żadnej z miejscowych fotograficznych atrakcji. Stanowiska do obserwacji i fotografowania rybołowa, stworzone przez Krzysztofa, naszego gospodarza, są unikalne i dlatego cieszą się takim powodzeniem wśród osób fotografujących ptaki. Myli się jednak ten, który myśli, że wystarczy usiąść, wystawić aparat i już mamy zdjęcie! To jednak dzika przyroda. Są dni kiedy ptak tylko szybuje nad jeziorem i sprawdza naszą cierpliwość i gotowość, a był też jeden dzień gdy w ciągu kilkunastu minut polował dwukrotnie. Czasem wystarczyła chwila dekoncentracji i kilka godzin czatowania kończy się z pustą kartą. Wystarczy jednak jedno udane zdjęcie i już zapomina się o niepowodzeniach  Ja zresztą wykorzystywałam każdą chwilę na fotografowanie i z radością witałam pojawiające się na jeziorze perkozy, mewy, kormorany czy gągoły.

Obecność rybołowa była dla mnie wielką radością ale to spotkanie z borsukami było czymś niezwykłym i wspominanym przeze mnie niemal ze wzruszeniem. Przed wyjazdem do Puszczy Piskiej nie dane mi było zobaczyć borsuka w naturze, gdy więc siedziałam w lesie i w zapadającym zmroku obserwowałam okolice borsuczej nory, nie wierzyłam do końca, że ten tajemniczy zwierz pojawi się w polu widzenia! A jednak. Gdy usłyszałam migawkę aparatu Piotra, spojrzałam w jego kierunku i zobaczyłam między drzewami BORSUKA!!!A potem pojawiały się kolejne w tym jeden blisko mnie. Chyba każdy jest w stanie wyobrazić sobie emocje jakie mną wówczas targały. Między drzewami ukazał się początkowo węszący nos a następnie brzuch borsuka, myślę, że tak naprawdę to borsuk składa się z nosa i brzucha. Przy fotografowaniu borsuków trzeba się trochę pomęczyć w kwestii ustawień, bowiem zdjęcia robimy zazwyczaj już w zapadającym zmroku i czasy dochodzą do 1/40s, na szczęście borsuk węsząc i sprawdzając okolicę co chwilę zatrzymuje się i wówczas jest moment na zdjęcia. Czy podołałam, oceńcie sami.
Wrażeń w czasie tego wyjazdu miałam całą masę ale napiszę jeszcze o jednym miejscu, o czatowni na dużej łące. Z tej czatowni nasz gospodarz Krzysztof fotografował zimą wilki, inni koledzy bieliki, ja dwa lata temu fotografowałam kruki, a w tym roku liczyłam na orlika krzykliwego. Nie przyleciał. Pojawił się za to, pomimo deszczu, żuraw. Znacie to uczucie, które pojawia się po kilku godzinach bezowocnego czatowania, zniechęcenie, przygnębienie, rozczarowanie a nagle nad łąką pojawia się żuraw! Radość, że za chwilę usiądzie ... i wtedy zaczyna padać deszcz, żeby tylko deszcz! Burza z piorunami przetoczyła się nad naszymi głowami! Myli się jednak ten kto pomyśli, że poddaliśmy się. Burza powoli mijała i pojawiły się pierwsze promienie słońca gdy na łące wylądował żuraw. Słońce odbijało się w rosie na łące, deszcz ciągle nie poddawał się a żuraw spacerował :) Wieczorne słońce, po burzy nadaje łące niesamowicie żywe barwy, robiłam zdjęcia bez opamiętania! Nie zamieniłabym mojego żurawia na orlika  Deszcz nie przeszkadzał także romansującej pokląskwie, zatem zdjęcia pary także ozdobiły moją galerię.
Sześć dni pobytu to wiele zdjęć, chociaż nauczyłam się nieco selekcjonować je na bieżąco, to jednak nadal wiele pozostaje, czasem nawet nie do końca udane technicznie zdjęcie może opowiadać historię, o której chciałoby się pamiętać jeszcze długo po powrocie do domu. Wiele wspomnień zapisałam w tych zdjęciach, spotkań z mazurską przyrodą i radość z obcowania z nią ale także nowe znajomości z ludźmi o podobnych pasjach. Do zdjęć z Puszczy Piskiej będę wracała z przyjemnością i do leśniczówki nad jeziorem Majcz, mam nadzieję, także.
Drzewo obfitości.

Moje drzewo obfitości znalazłam w bułgarskim  Ognyanovo liczącym zaledwie kilka zamieszkałych domostw, w sadzie jednego z nich rośnie, już na wpół uschnięty, orzech włoski. Chyba już nikt nie pamięta ludzi, którzy posadzili drzewo i jako pierwsi cieszyli się jego darami. Ludzi nie ma a drzewo nadal cieszy, może nie do końca tak jak spodziewali się pierwsi gospodarze. Na pierwszy rzut oka drzewo niewiele ma wspólnego z antycznym rogiem obfitości ale to tylko pozory. Wystarczy ukryć się w czatowni naprzeciw i patrzyć, za chwilę drzewo zaczyna darzyć :-) Obfitość gatunków ptaków, które można obserwować na drzewie dotarła do mnie dopiero w czasie drugiego pobytu, starałam się wykorzystać  więc każdą chwilę na drzewie obfitości. Ponad dwadzieścia gatunków ptaków zaledwie w kilka godzin obserwacji. Kilka gatunków sprawiło mi wielką niespodziankę, gdyż widziałam je po raz pierwszy, tak było turkawką, ortolanem, trznadlem czarnogłowym. Ale chyba najbardziej dumna jestem ze zdjęć wilgi, którą, dość trudno sfotografować.     

Ptaki chętnie przysiadały na uschniętych konarach drzew, z których miały doskonały widok na całą okolicę . Drzewo rośnie na trasie przelotów wilg, które mają gniazda w niedalekim zagajniku a do sadu w którym rośnie drzewo obfitości przylatują na smakowite owoce morwy i wiśnie. Na pokrytych porostami gałęziach żerują dzięcioły, udało mi się sfotografować cztery gatunki.

W tym roku najbardziej zaskoczył nas dudek, który całymi godzinami hupał na drzewie, potrafił przez godzinę bez przerwy! Pierwsze odgłosy z drzewa dochodziły już przed wschodem słońca. Ledwie ucichły nocne odgłosy syczka a już pojawiał się dudek. W zeszłym roku pobudkę zapewniały trzy kukułki szalejące w sadzie, przeganiane przez wilgi.

Także moje ulubione raniuszki pojawiły się na drzewie. 

Pojawiła się także wiewiórka. I mogłabym dłużej w końcu to drzewo obfitości......     

 

 

 

 

 

 

 

 

Rybołów i inne takie.

 

 

Początek tego roku nie należał do zbyt udanych pod względem fotograficznym , potrzebowałam zatem jakiegoś sukcesu, najlepiej w postaci dobrego zdjęcia ptaka, którego nie miałam dotychczas w swojej galerii . Taka okazja nadarzyła się w połowie maja , w czasie  wyjazdu   do Puszczy Piskiej. Był to mój drugi wyjazd w to miejsce, poprzednim razem zrobiłam kilka w miarę przyzwoitych zdjęć z czego jedno z którego jestem bardzo dumna. 

.

 

 

 

 

 

W tym roku bohaterem mojego pleneru został rybołów.  Dwa poranki nad jeziorem Majcz zaowocowały kilkoma kadrami, które zostały ozdobą mojej galerii.   

    W ciągu czterech  godzin ptak polował trzykrotnie a zdjęć zaledwie kilka. Kolejnego dnia cztery godziny czatowania i żadnego przyzwoitego zdjęcia! Lekcja pokory jaką daje natura smiley Na rybołowie , na szczęście,   nie skończyło się . Polująca czapla, mewa śmieszka, perkozy, gągoły stały się bohaterami kolejnych zdjęć , czasem niestety odwracały uwagę. Gdy robiłam zdjęcie dzięcioła czarnego żerującego z tyłu czatowni przegapiłam nalot rybołowa!

 

 

 

Niestety nie udało mi się sfotografować orlika krzykliwego, ani kani rudej. Na pociesznie zostały zdjęcie kukułki, błotniaka i oczywiście krętogłowa. Krętogłowa miałam w swojej galerii ale czułam pewien niedosyt w tym temacie i dlatego jego charakterystyczny głos rozlegający się przez cały dzień wokół leśniczówki  w której byliśmy gośćmi, napełnił mnie radością. A potem pozostało zrobić zdjęcia. Udało się smiley.

 

 

 

 

 

 

 

Nie byłabym sobą gdybym oparła się pokusie fotografowania kotów zamieszkujących gościnną leśniczówkę. Jednak moje serce skradł inny futrzak, królik , któremu trudniej było zrobić zdjęcie niż krętogłowowi !  

  

 

 

Szkoda, że na fotografowanie zostało tylko dwa dni, mam jednak nadzieję , że dane mi będzie jeszcze nie raz odwiedzić  leśniczówkę w Lipowie nad jeziorem Majcz i jego miłych gospodarzy smiley

Białowieskie parowozy.

Gdy w zeszłym roku zaczęto przebudowę "Carskiej",  a  na szczęście tylko werbalny, choć wręcz histeryczny   atak  na  nietutejszych, którzy ośmielili się zaprotestować przeciwko  nieprzemyślanej do końca formie  prac nie  zachęcał  do wyjazdu nad Biebrzę, poczułam , że trzebaby znaleźć   nową miejscówkę na nasze fotowyprawy. Wybór był oczywisty  -  Puszcza Białowieska  . Puszcza nie była mi całkiem obca ale  ze względu na odległość, nie  miałam okazji  poznać   jej  tak  dobrze jak bym tego chciała... bądźmy szczerzy: po prostu  wciągnęły mnie bagna. Faktem jest  , że zbyt wiele czasu na rozpoznanie nie  było  , zaledwie trzy  dni  , to mało jeśli chce się powalczyć o dobre kadry . Ale od czego jest  internet  i dobrzy ludzie,   którzy  pomogą odnaleźć  się człowiekowi w prastarej  puszczy. Dzięki pomocym wskazówkom  Karola,  Mateusza, Mariana  i Jacka   mogliśmy  śmiało ruszyć na podbój    ostatnich w Europie  lasów  pierwotnych.   A  jest o co zawalczyć  ,  żubry , sóweczki , dzięcioły  , jarząbki   a może  o  puszczańskiego  skrzata  ??? Trochę wyobraźnia  mnie poniosła wink

 

Chyba  jednak najbardziej marzyłam   o zdjęciu  żubra we wschodzącym słońcu , w mroźny poranek z parującym  grzbietem  i  buchającą  z nozdrzy   parą czyli….  parowozu.

Puszcza jednak zazdrośnie strzegła  swych skarbów, musiało upłynąć  trochę  czasu  , przeczekaliśmy  wiatry, chmury , deszcze , aż wreszcie  nadszedł  TEN dzień, słoneczny  , mroźny  , bezwietrzny  a z  nim  upragnione zdjęcia. 

 

                                                                  

,, Majestatyczny , wielki  stał pośród  polany

W brzasku  słońca  Król  Puszczy  , jakby  zadumany

Ocknął  się ,  potrząsł  brodą ,  rozpalił  źrenic e 

przed  bóstwem dnia schylił  rogów półksiężyce  ‘’     

Jan Jerzy Karpiński  Wschód słońca w Puszczy   

 

Niezapomniane   wrażenia   , dlatego  jedno  z  moich ulubionych zdjęć  z tego poranka trafiło na stronę  główną . To zdjęcie  pokazuje  także  drogę  jaką  przebyłam  od moich pierwszych  zdjęć do  dnia dzisiejszego     i  jak  wiele jeszcze  pracy  przede mną ,   bowiem nie do końca wykorzystałam możliwości  tego poranka .  Ten  wielki dzień  miał  też ciąg  dalszy  , zobaczyłam swoją  pierwszą  sóweczkę !  Zdjęcia  sóweczki  z tego dnia  nie są  tak spektakularne  jak zdjęcia  żubrów , jednak  możliwość  oglądania   z bliska tej najmniejszej  sowy    było  niezapomnianym  przeżyciem  (i jak się później okazało  zapoczątkowało  dobrą passę  na resztę roku jeśli chodzi o  fotograficzne spotkania  z   sowami).   Fotografowane   dotychczas  przeze  mnie  ptaki  były   bardzo  płochliwe ,  trudno było zmniejszyć dystans, fotografowanie  wymagało  czatowania ,  maskowania  i    przeróżnych  sztuczek   a tymczasem sóweczka fruwa  obserwatorom  nad głowami ,   siada  zaledwie metr  dwa od fotografującego  i siedzi nawet kilkanaście  minut  nieruchomo,  wymarzona  modelka  !!!

 

Mam  nadzieję  ,że  jesienią uda mi się   zdjęcia  poprawić ,    może jeszcze  trafi  się  dzięcioł  trójpalczasty  a  może  jarząbek !!!   

Pozdrawiam.

Od puszczyka do puszczyka

Czyli jak wreszcie udało mi się sfotografować sowy . Może jeszcze nie wszystkie ale  początki mam już za sobą . Pierwsza sowa jaką spotkałam to był puszczyk  w rezerwacie  ścisłym w Białowieży  wiosną 2011 . Po kilkugodzinnej porannej wyprawie do rezerwatu z Arkiem Szymurą, bardzo ciekawej chociaż warunki pogodowe  nie sprzyjały , było  bardzo  zimno , deszczowo , ciemno  i ponuro , o zdjęciach nie było mowy  ,wychodziliśmy już z rezerwatu   i taki mały promyczek w postaci puszczyka w bardzo puszczańskiej  dziupli  pojawił się na pożegnanie . Pierwsza sowa w życiu !  

                                                                                                                                                                                                                                                                                                        A

 

 

 

Potem długo , długo nic. Wszak wiadomo  sowy to trudny temat  zwłaszcza dla początkujących .

 

W  zeszłym roku w Bułgarii dowiedzieliśmy się , że tam w każdej wsi jest jakaś pójdźka ale udało się tylko z daleka zrobić dokumentacyjnie.

  

                                                                                                                                                                                                                                                                                           W tym roku i do mnie los postanowił uśmiechnąć  się , najpierw  sóweczką  w  Białowieży.

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         A   następnie  w  Bułgarii  pójdźką  i syczkiem.

 

I wreszcie znowu puszczyk ale taki  powiatowy smiley  własny.

 

                                                                                                                      

I jak na razie to wszystko , mam nadzieję , że szczęście będzie mi nadal sprzyjało i uśmiechało się  sowami.

 

Pozdrawiam .

Spełnione marzenia.

  Oczywiście fotograficzne. Gdy zapadła decyzja o zimowym wyjeździe do Puszczy Białowieskiej w najgłębszych zakamarkach pamięci wyszukałam obrazy mistrzów fotografii przyrodniczej , zwłaszcza te w zimowej scenerii. Pojawiły się także pierwsze marzenia fotograficzne, oczywiście w realnych granicach, ale zdjęcia żubra w padającym śniegu w tych granicach jak najbardziej mieściło się! Po przyjeździe na miejsce okazało się, że owszem śniegu trochę jest lecz dodatnie temperatury nie wróżyły niczego dobrego. W trzecim dniu pobytu, wieczorem, zaczęła się ulewa, resztki śniegu zamieniały się w szarą breję, usypiał mnie szum deszczu i myśl, że dalszy pobyt chyba nie ma sensu…Gdy jednak obudziłam się przed świtem i dotarło do mnie, że nie słyszę szumu deszczu, z ciekawością wyjrzałam przez okno i ujrzałam widok, który przyprawił mnie o szybsze bicie serca!

 

 

  Gdyby radość mogła unosić, fruwałabym nad Siołem Budy niczym puchacz. smiley.  Z nieba bowiem sypał się najprawdziwszy, gęsty śnieg , który zdążył już przykryć całą okolicę białą, puszystą pierzyną! Z niecierpliwością przebierałam nogami w oczekiwaniu na wyjazd w teren, oczywiście z tyłu głowy cały czas miałam niepokój czy aby na pewno żubry będą na swoim stałym miejscu. Każdy, kto znalazł się w takiej sytuacji , rozumie uczucia które mi w tej chwili towarzyszyły i niepokój , który mną targał. Gdy dotarliśmy na żubrową polanę , w gęstym padającym śniegu, udało się wypatrzyć trzy żubrze sylwetki. Są !!!. Tak więc aparat na szyję , plecak na plecy, statyw w dłoń i do roboty….i wtedy okazało się, że w takim padającym śniegu wcale nie jest tak łatwo fotografować. Większość zdjęć wyostrzona na śniegu…a poza tym zaparowane okulary na nosie albo zaparowane albo zasypane śniegiem, śnieg w oczach, w nosie, w aparacie, wszędzie śnieg ! Łatwo nie było ale w końcu udało się zrobić pierwsze ostre zdjęcia.smiley

 

 

Nie byłabym sobą, gdybym nie fotografowała w tym padającym śniegu innych białowieskich smaczków  Ot chociażby kota, strachy, i oczywiście ptaki.

 

Wydaje mi się, że w miarę dobrze wykorzystałam ten bardzo krótki czas, chociaż z upływem czasu, gdy emocje już opadły i dokładniej przeanalizowałam swoje ,, dokonania „ doszłam do wniosku, że tytuł rozdziału powinien brzmieć ,,Pierwsze kroki w spełnianiu marzeń „.

 

Wrzesień

Wrzesień . Nadszedł wrzesień długo wyczekiwany , witany z nadzieją na nowe wyzwania fotograficzne . Pojawiło się także pytanie , w jakim miejscu przyjdzie mi sprostać tym wyzwaniom ? Oczywiście burza mózgów i wybór dokonany cztery dni Białowieża i cztery dni Biebrza . Zaczęło się dramatycznie , ulewą na całej trasie dojazdu, chwilami wręcz oberwaniem chmury . Ciemno , ponuro , deszcz , niezłe warunki do fotografowania w puszczy , nie ma co !!! Jechaliśmy  na miejsce z bardzo mieszanymi uczuciami i nagle  w okolicach Hajnówki zgubiliśmy deszcz ! .Nasze desperackie przedsięwzięcie , czyli  wyjazd bez względu na pogodę , zakończył się sukcesem , kolejny dzień początkowo pochmurny , zakończył się słonecznie i tak już było do końca . W planach miałam poprawienie  wiosennych zdjęć sóweczki , zaobserwowanie trójpalczaka , jarząbka , zdjęcia żubrów we  mgle i może jakieś zdjęcie z rykowiska . Tak więc zacznę od porażki , nie udało się zrobić zdjęcia jarząbka , tylko raz przebiegł nam drogę . Trójpalczak jest ale raczej dokumentacyjnie . A sóweczka pozwoliła się fotografować wystarczająco długo . Tak więc oprócz zdjęć nacieszyłam oczy jej widokiem J Poranne mgły otuliły białowieskie polany i żubrowe pastwiska więc ucieszyły mnie widokiem żubrów we mgle ! Nie pomyślałam tylko o jednym , że w takiej mgle to łatwo się nie fotografuje , autofokus szaleje , okulary na nosie zachodzą mgłą , a i wzrok nie za bardzo daje radę . Dlatego jeleń , który pojawił się na polanie ostry był tylko na trzech zdjęciach :-) Ale jest ! W ogóle rykowisko to zjawisko , na które po raz pierwszy zwróciłam uwagę ale niesamowite odgłosy towarzyszące miłosnym uniesieniom jeleni unoszące się nad pogrążoną w mroku Puszczą , na długo zapadną mi w pamięć i mam nadzieję , że jeszcze niejeden raz dane mi będzie  się nim zachwycać . Kolejne dni spędziliśmy nad Biebrzą . Pierwszy raz widziałam taka suszę na bagnach , miejsca dotychczas niedostępne , stały się wręcz pustynią , przerażające !. Dlatego trzeba się było trochę najeździć , żeby wytropić żurawie . Niestety nie udało mi się sfotografować bukowiska , szkoda . Za to zrobiłam zdjęcie w mojej ulubionej konwencji , czyli lekko tknięty kiczem zachód słońca J I oczywiście mglisty poranek nad Biebrzą !Podsumowując wyjazd niezwykle owocny  fotograficznie i towarzysko , tak więc polecam wrzesień w puszczy i na bagnach :-)

 

 

 

Bieliki

Moje pierwsze fotograficzne spotkanie z bielikiem miało miejsce   dwa lata temu, trwało chwilę i pozostawiło wielki niedosyt. Trudno jest zwabić te ptaki przed czatownię  i dlatego postanowiliśmy skorzystać z najpopularniejszej czatowni bielikowej  w Polsce centralnej smiley u Marcina. Niestety pogoda postanowiła nam spłatać figla, niebo początkowo spowite mgłą przez resztę dnia przysłaniały gęste chmury i przez cały dzień padał, a chwilami wręcz  lał, deszcz! Ale co tam pogoda, ważne, że były bieliki i to ile, jedenaście osobników jednocześnie na polanie! Poza tym dziesiątki kruków i sroki , które wydawały mi się jakoś wyjątkowo małe ! To niezwykła przyjemność  patrzeć na te ptaki i chociaż  wiele osób porównuje je do kurczaków, to czasem potrafią przypuścić taki atak z powietrza, że bystre kruki przez dłuższą chwilę muszą dochodzić do siebie dziwiąc się gdzie zniknął ich kawałek mięsa.   

W ulewnym deszczu bieliki momentami traciły swój majestat i rzeczywiście bliżej im było do kury niż do drapieżnika.

  

Być może dla wielu osób fotografowanie w komercyjnych czatowniach jest pójściem na łatwiznę ale jaka jest alternatywa? Przecież nie w każdym miejscu można zrobić taką czatownię, którą zaakceptują bieliki. Podobnie jest z wieloma gatunkami ptaków, zwłaszcza jeśli ma się potrzebę zobaczenia jak najwięcej. Chodzi przecież o przyjemność z fotografowania i zdobywania nowych doświadczeń. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się wrócić w to miejsce i zrobić zdjęcia, tym razem w ładnym świetle. 

                                                                                       

Wyspy Szczęśliwe

Kolejny wpis powstał z potrzeby chwili . Często tak jest na  FB , ze ktoś odkryje jakieś moje dawne zdjęcie a kolejnym osobom to zdjęcie przypadnie także do gustu i nagle  rozpoczyna się drugie życie zdjęcia . Pojawiają  się pytania , jak , gdzie , co ciekawego ?  Miło mi było wrócić do zdjęć poczynionych na Wyspach Szczęśliwych :-) Wyjazd odbył się w marcu 2011 roku , zrodził się z potrzeby wytchnienia po ciężkiej pracy  , często w stresie , z pragnienia oderwania się choć na chwilę o  szaro-burej codzienności  i chęci poprzebywania  w cieple i słońcu , napawając się widokiem wulkanicznych krajobrazów wyspy . 

Był to czas kiedy jeszcze  ptaki nie stały się głównym  ( i praktycznie jedynym ) obiektem moich zainteresowań , dlatego wiele czasu poświęcałam na fotografowanie  takie typowo turystyczne ,  Trzeba też spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić , że moje umiejętności także były ograniczone  , pojęcie przesłony i ekspozycja , a nawet ISO , były  dla mnie tajemnicą :-)  Burza piaskowa nadciągająca z Afryki , lekko przysłaniająca  słońce , uratowała mi wiele zdjęć , nie padły ofiarą  przepaleń . Powierzchnia wyspy prawie całkowicie  jest pokryta lawą wulkaniczną , która jest bezlitosna  dla flory i fauny wyspy  ale  jest niesamowicie fotogeniczna Na pustych o tej porze roku plażach , nie ze względu na pogodę  lecz okres niewakacyjny , można w czasie odpływu spotkać wiele ptaków  , które dość dobrze  znoszą  obecność  człowieka . Mnie udało się sfotografować  czaplę nadobną , kamuszniki , kulika mniejszego , sieweczki , piaskowce

Nie mogło obyć się bez wycieczki po wyspie  ze zwiedzaniem   miejsc , które po prostu trzeba zobaczyć , czyli ogród z fantastycznymi kaktusami –Jardin de cactus , Jameos del  Agua – czyli kompleks  architektoniczny zaprojektowany przez wybitnego artystę  pochodzącego z wyspy Cesara Manrique , Park Narodowy  Timanfaya  z rozległymi pasmami kraterów  , ciekawostką jest restauracja z ogromnym grillem wykorzystującym  do pieczenia ciepło płynące wprost  z wulkanu ., La Geria z rozległymi uprawami  winorośli . I mogłabym jeszcze wiele pisać ale przecież to zdjęcia  miałam  prezentować  :-)

 Dlatego serdecznie zapraszam . Zdjęcia będą też wkrótce dodane w zakładce  Galeria – Podróże .

Pucyfik

 

                Taką nazwę dla swoich miejscówek nad Zatoką Pucką wymyślił jeden z kolegów fotografujących ptaki. I, tak już zostało . Wyjazd nad Zatokę to dla mnie  wyjazd nad Pucyfik  smileyMiejsc do obserwacji ptaków jest bardzo dużo ale do szczęścia potrzebna jest jeszcze dobra pogoda i brak ludzi na plaży, a to czasem trudno pogodzić. Dlatego my jeździliśmy we wrześniu i październiku, plaże puste, ruch na drogach niewielki, ptaki na przelotach i jeszcze dość dużo słońca . A nad morzem, wiadomo najpiękniejsze są wschody i zachody słońca.

 

 Uwielbiam obserwować wschód słońca w miejscu przez Kaszubów nazywanym Szperk a jest to cypel rozdzielający wody Zalewu Puckiego od chłodniejszych wód Zatoki Gdańskiej .

 

Na niemal kilometrowej mieliźnie można obserwować setki ptaków .Niestety po wschodzie słońca na plaży w tym miejscu pojawiają się spacerowicze i wtedy trzeba zrobić odwrót…. na śniadanie smiley.

Po śniadaniu jedziemy na Hel , w tym momencie zawsze na usta natrętnie ciśnie się melodia Highway to Hell . Jednak droga na Hel to droga nie do piekła a raczej do małego ptasiego raju ! Mnie zależało zwłaszcza na sfotografowaniu siewkowatych i udało się.

 W drodze na Hel po prostu zatrzymywaliśmy się na parkingu i szukaliśmy wzdłuż plaży od strony zatoki a potem od strony morza . Zawsze coś się wypatrzyło . Krzaki na plaży i  drzewa stanowiły miejsce odpoczynku i  schronienie dla drobnych ptaków na przelotach takich jak mysikróliki, rzepołuchy, czeczotki, świergotki i wiele innych , tego tematu niestety nie zgłębiłam, zbyt mało czasu . Także w portach w Jastarni czy na Helu było ciekawie.

Oczywiście dodatkową atrakcją był zakup ryby prosto z kutra, cała torba wypatroszonych przez rybaka na miejscu ryb, w cenie jednej porcji w restauracji smiley.

Wiem, że wielu kolegów jeździ żeby zaobserwować różne rzadkie gatunki mew, edredony, bielaczki, i wiele innych których ja niestety nie widziałam, nie ten stopień wtajemniczenia.

Pozdrawiam. mail. Piszcie na fejsa.

Bułgaria

Bułgaria .  Ubiegłoroczny wyjazd do Bułgarii  dedykowany  był  krasce i żołnie , to właśnie dla tych bajecznie kolorowych ptaków postanowiliśmy przemierzyć  tysiące kilometrów po raczej kiepskich drogach . Gdy umęczeni podróżą dojechaliśmy na miejsce , byłam przekonana , że jest to nasz pierwszy i ostatni wyjazd do tego kraju , w końcu  gdzieś bliżej też są przecież  ptaki  i  szkoda  tylu dni urlopu na dojazd . Jednak już pierwszy poranny przejazd  po okolicy  przekonał mnie , że trafiłam do ptasiego raju i chyba  nie będę żałowała  poświęconego wyprawie czasu .  O poranku na drodze żerowały lelki , turkawki , szpaki , sierpówki ,dudki, wróble , potrzeszcze , na liniach wysokiego napięcia żołny , kraski i znów turkawki ,  na co trzecim przydrożnym krzaku gąsiorek  lub   białorzytka , wszędzie ptaki , ptaki , ptaki …A co do kraski , to cóż było różnie , zauważalna na każdym niemal kroku ale nie zawsze lądowała na tej wymarzonej  gałązce ,  ponieważ  tak to z dziką  przyrodą  bywa  . Przebywanie w kolonii kraski i żołny  to niezapomniane przeżycie , jeszcze w nocy w uszach rozbrzmiewały mi piskliwe odgłosy żołny  przerywane skrzeczącym krakaniem kraski  smiley

 

                                                                                                                                         

Wróciłam do domu z kilkoma nowymi gatunkami ptaków  czyli , kraską , żołną , białorzytką pstrą , płową, jaskółka rudawą , słonką , pójdźką  i … mocnym  postanowieniem  powrotu ! I tak się stało . Tegoroczny wyjazd był jeszcze ciekawszy , bowiem wiedzieliśmy czego się spodziewać  i mieliśmy  plan       działań . Sześć dni fotografowania czyli sześć poranków i sześć zachodów słońca . W godzinach południowych słońce zbyt ostre do fotografowania , można było więc nadrobić zaległości w spaniu lub  zwiedzać okolicę . A okolica piękna , chwilami przypomina żywy skansen , pasące się przy drodze kozy , owce , krowy , poganiane przez  prawdziwego pastucha , porozumiewającego się ze swym stadem za pomocą dziwnych okrzyków ,    w kałuży na drodze kąpiące się gęsi i kaczki . Ludzie korzystający z wozów zaprzężonych w konia lub osiołka .Skromne domki z czerwoną dachówką , ludzie żyją skromnie , żeby nie powiedzieć biednie ale życzliwi i czułam się tam bezpiecznie

.  

                                                                                                                                                                                                                                                                                                             

Fotograficznie wyjazd udany bardziej niż się spodziewałam , choć  nie poprawiłam zdjęć kraski na takie bardziej wymarzone , to nadrobiłam  zdjęciami  pójdźki i syczka . Nie sądziłam , że uda mi się zrobić zdjęcie nocne w przyzwoitej jakości  , zdjęć sów dotychczas raczej miałam niewiele dlatego obserwacja i fotografowanie rodziny pójdźki i jej pięciorga dzieci było wielka radością ! 

 

                                                                                                                                                                                                              

I jeszcze było drzewo , prawdziwe drzewo obfitości , czyli uschnięty orzech włoski  na którym kwitło ptasie życie towarzyskie a my mogliśmy je obserwować z czatowni  , od wschodu słońca przez około trzy godziny na drzewie pojawiło się kilkanaście gatunków ptaków  ale o tym już innym razem .  

 

   

           

Jednym słowem wyjazd niezwykle ekscytujący i już myślę o przyszłym roku. smiley

 

 

Gęsi.

Bywają takie sytuacje, że zdjęcie pomimo swych technicznych niedoskonałości jest nam bardzo bliskie, darzymy je sentymentem, spoglądamy na nie z czułością i z radością wspominamy chwile gdy powstawało . Ja ma tak ze zdjęciami gęsi . Po zimowym ,,budowym” zastoju z niecierpliwością wyczekuję wiosennego przebudzenia w przyrodzie,  a pierwszą oznaką zbliżającej się wiosny są niewątpliwie przeloty gęsi i żurawi . Przez ostatnie cztery lata miałam okazję obserwować to zjawisko nad Biebrzą, i było na co popatrzeć . Dziesiątki tysięcy ptaków w powietrzu, klucze nadlatujące ze wszystkich stron, odgłosy tysięcy skrzydeł podrywających  się do lotu ptaków, i gęganie towarzyszące lądowaniu ptaków na noclegowisku . Ten odgłos towarzyszy mi nawet wtedy gdy wrócę już do domu  Niestety najczęściej te wyprawy odbywały się przy braku dobrego światła, a moje umiejętności i możliwości  techniczno- sprzętowe nie sprzyjały powstaniu dobrych zdjęć

W tym roku pierwsze gęsi dane było mi spotkać nad rzeką Wieprz, na Lubelszczyźnie .Tam także usłyszałam pierwsze tegoroczne  żurawie . I chociaż znów nie zrobiłam zdjęć życia ;-) z radością patrzę na te które zrobiłam .A przecież to dopiero początek sezonu .

Biebrza

Witajcie.

 

Pierwszy wpis na blogu chciałam poświęcić miejscu, które wywarto największy wpływ na rozwój mojej pasji fotograficznej, czyli będzie o Biebrzy.

 

Do pierwszej wyprawy nad Biebrzę zdjęcia były dla mnie pamiątką z podróży, wspomnieniem miłych chwil, rejestracją spotkań towarzyskich... Pobyt nad Biebrzą wywrócił wszystko do góry nogami, fotografowanie stopniowo stawało się częścią mojego życia, od tej pory wyjazd, któremu nie towarzyszy fotografowanie ptaków nie jest brany pod uwagę a wszystko za sprawą biebrzańskich bagien. Co jest w tym miejscu takiego, że człowiek traci dla niego głowę i serce?? Dla mnie odpowiedź jest prosta - Wszystko. Niepowtarzalne krajobrazy na przedwiośniu rozlewiska, które zamieniają rzekę w ogromne jezioro z kępami suchych turzyc. Pełna kolorów wiosna rozbrzmiewająca setkami ptasich głosów, prawdziwy raj dla fotografa przygody. Nie ma nic piękniejszego w okresie wiosenno-letnim na bagnach jak spowity mgłami wschód słońca, człowiek przez resztę dnia chodzi niewyspany, ale szczęśliwy. Jesienne zlotowiska żurawi i bukowisko, czyli gody łosi sprawiają, że znów chce się wracać na bagna! Zima jest piękna, ale i sroga, temperatura spada nawet poniżej 30 stopni, a śnieg potrafi w ciągu kilku godzin zasypać drogi i odciąć od świata, ale to nie odstrasza wręcz przeciwnie stanowi niesamowitą scenerię dla fotografowanych ptaków, łosi. Biebrzą jest piękna przez cały rok, każdy biebrznięty mógłby opowiadać o niej godzinami, to nie jest już pasja to stan umysłu.

 

Polecam Wam opowieści mistrza słowa pisanego i żywego, czyli Pana Tomasza Kłosowskiego, który wraz z bratem Grzegorzem, przybył na bagna ponad trzydzieści lat temu.

 

"Stanęliśmy jak

Zaczarowani.Od lat szukaliśmy takiej mokrej, dzikiej ziemi. Już po pierwszej wizycie byliśmy przekonani, że w tej magicznej okolicy skarby natury można zbierać garściami "

l ja czerpię z bogactwa tej krainy, może już nie tak dzikiej jak przed laty, ale nadal magicznej i nieodmiennie fascynującej."

 

  Facebook zapraszam